MOJE KOTY

Od kiedy pamiętam marzyłam o kocie, pomimo, że dom w którym dorastałam zawsze był pełen zwierząt. Niestety testy alergologiczne w wieku 7 lat potwierdziły przepuszczeniach moich rodziców- alergia na koty i roztocza.

Każdy kontakt z mruczkami kończył się kichaniem, łzawieniem oczu i czerwonymi swędzącymi plamami na rękach czy szyi.
W oparciu o konsultacje z lekarzem została podjęta decyzja o odczulaniu podskórnym, czyli regularnych zastrzykach przez okres kilku lat.

Z czasem leczenie zaczęło przynosić realne efekty i przygotowania do pojawienia się nowego domownika zajmowały dużą część mojego dziecięcego życia. Kupowany w tym czasie magazyn Kocie Sprawy i książki o kotach były pierwszymi skarbnicami wiedzy.

Bala (2004 r.)

Po zakończonej terapii zaczęliśmy poszukiwać odpowiedniej hodowli kotów. Jak dziś pamiętam telefon taty : Kochanie, a co myślisz o kocie egzotycznym? Wreszcie nastąpił ,,ten dzień” wyjazd do Poznania i odebranie najpiękniejszej jaką kiedykolwiek widziałam puchatej, białej kulki. W tym samym czasie w naszym domu pojawił się szczeniak Owczarek Flandryjski, najlepszy przyjaciel Bali i jedyny zwierzak jakiego w pełnia akceptowała.

Binek (2009 r.)

Wracając ze szkoły w grudniowe popołudnie, w pobliżu jednego z większych skrzyżowań w mieście zobaczyłam malutkie rude kociątko biegające po ulicy. Decyzja była natychmiastowa, trzeba je złapać. I tak po godzinie starań, podchodów i nieocenionej pomocy mojego chłopaka udało się. Kocurek pomijając niedowagę i zapalenie uszu nie był w najgorszym stanie fizycznym. Jednak krzywdy jakie doznał ze strony człowieka spowodowały, że Binek pozostał płochliwy i bardzo nieufny w stosunku do każdego po za naszą rodziną.

Sasza (2016 r.)

 Grudzień, już od 5 lat po za rodzinnym domem. Mój chłopak (tak ten sam z poprzedniej opowieści 🙂 ) po pracy przynosi do domu malusieńką koteczkę. Kica biegała przy hali magazynowej. Uniknęła rozjechania przez tira przywożącego dostawę dzięki wytrwałości w łapaniu kilku pracowników. Szybka wizyta u weterynarza wykazała, kicia ma dopiero 6 tygodni, waży 650 g, zapchlona, zarobaczona, ropny wyciek z oczu i zaawansowany świerzb w uszach. Koteczka rozkochała nas w sobie już po kilku dniach.

   

 

1 Comment

  1. Three Hairy Herats

    22 marca 2018 at 13:03

    Śliczne koty! Wielki ukłon dla ciebie i chłopaka za to że uratowaliście Saszę i Bienka od prawdopodobnie śmierci jaka by ich spotkała.
    Ja również przygarnęłam dwa koty z ulicy i mimo że jedna z nich na początku sprawiała ogromne problemy, kocham je nade wszystko 😀

Leave a Reply

CommentLuv badge

Close