WYWIAD- własny sklep zoologiczny (opowiadam o pracy, blogu i planach na przyszłość)

Co to za wywiad?

Kiedy Kasia, autorka bloga Zwierzęcy Punkt Widzenia napisała do mnie, czy możemy porozmawiać na temat prowadzenia i pracy w sklepie zoologicznym byłam dość mocno zdziwiona. Zastanawiałam się, czy ktoś będzie chciał go przeczytać.

Później pomyślała sobie jednak, że sklep zoologiczny to miejsce wzbudzające wiele skrajnych emocji. Przez ostatnie 5 lat zaliczyłam wszystkie etapy, od sprzedawcy w sieciowym sklepie, do kierowania swoim małym biznesem. Ten wywiad to spojrzenie na pewne kwestie z innej strony. Przeczytajcie do końca i bądźcie świadomymi klientami sklepów zoologicznych.

zwierzęcy punkt widzenia blog o zwierzętach

Musze wspomnieć jeszcze kilka słów o pomysłodawczyni wywiadu. Kasia jest miłośniczką zwierząt. Związała z nimi też swoje wykształcenie. W 2018 roku uzyskała tytuł inżyniera zootechniki i już rok później została magistrem. Obecnie jest doktorantką i zajmuje się dwiema dużymi publikacjami naukowymi. W wolnych chwilach Kasia prowadzi blog Zwierzęcy Punk Widzenia, na którym porusza tematy związane z opieką i żywieniem psów, kotów oraz królików. Zajrzyjcie tam koniecznie.

kotuszkowo-wywiad

Zwierzęcy Punkt Widzenia: Zacznijmy od prostego pytania: co było pierwsze – blog czy sklep?

Kotuszkowo: Zakładając bloga, byłam jeszcze studentką i pracowałam w sieciowym sklepie zoologicznym. Pod koniec grudnia 2016 r. w moim życiu pojawiła się kotka Sasza. Wkrótce potem  narodził się pomysł prowadzenia bloga Kotuszkowo.

ZPW: Opowiedz proszę krótko jak to się stało, że otworzyłaś własny sklep zoologiczny.

Kotuszkowo: Od zawsze kochałam zwierzaki i aktywnie się nimi interesowałam. W rodzinnym domu mieszkały psy, koty, świnki i myszy. Na początku magisterki zaczęłam rozglądać się za pracą. W podobnym czasie dostałam propozycję pracy w sieciowym sklepie zoologicznym i firmie zajmującej się archiwizacją danych. Poszłam za głosem serca i postawiłam na zoologię.

Następne dwa lata były ekscytujące, taka ekipa jak u nas zdarza się rzadko. Prawdziwi pasjonaci zwierząt, to od nich nabyłam wiedzę z zupełnie nowych dla mnie wtedy dziedzin takich jak akwarystyka i terrarystka. W pewnym momencie poczułam jednak, że czas ruszyć dalej i objęłam kierownictwo w jednym ze sklepów prywatnych. To doświadczenie poszerzyło moją wiedzę w zakresie rozliczania, faktur, hurtowni czy szkolenia pracowników. W międzyczasie zrobiłam też kursy zarządzania firmą i efektywnej sprzedaży. Po przepracowanych łącznie 3 latach w branży zoologicznej uznałam, że jestem gotowa na własny biznes. No i tak na dniach będe obchodzić 2 urodziny swojego sklepu.

ZPW: Co było najtrudniejsze otwierając własny sklep zoologiczny?

Kotuszkowo: Najtrudniejsze było i nadal jest dotarcie do ludzi. Wcześniej pracowałam we Wrocławiu, a sklep otworzyłam w małym, rodzinnym miasteczku. Na początku klienci wchodzili i w większości nie znali asortymentu, który oferuję. Musieli się przyzwyczaić, że nie sprzedaję popularnych marketówek czy królującego w naszym mieście Royala. Na szczęście udało mi się nawiązać współpracę ze wspaniałą, świadomą panią weterynarz i razem walczymy o lepsze żywienie i życie zwierząt.

własny sklep zoologiczny

ZPW: Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Kotuszkowo: Ciężko wybrać, bo lubię w niej naprawdę wiele rzeczy. Najważniejsze jest jednak to, że mam szansę realnie wpływać na życie zwierząt.

Niejednokrotnie przychodzi do mnie świeżo upieczony opiekun, któremu od początku mogę doradzić jak najlepiej zadbać o jego pupila. Albo osoba, która od lat dokonywała złych wyborów, po rozmowie ze mną w końcu decyduje się kupić pokarm lub akcesoria, które będą dobre dla jej zwierzaka. Poza tym ogromną radość sprawia mi poznawanie nowinek na rynku i robienie zamówień towaru do sklepu.

ZPW: A co z kolei uważasz za najtrudniejsze prowadząc własny sklep zoologiczny?

Kotuszkowo: Najtrudniejsze jest pogodzenie się z ludzką obojętnością i niechęcią do zdobycia wiedzy na temat zwierząt, które z nimi mieszkają. W swoim sklepie bazuje na produktach dobrej jakości i mocno stawiam na edukację klientów.

Nie sprzedaje zwierząt i aktywnie promuję adopcje. Mimo wszystko to do klienta należy ostateczna decyzja. Jeśli będzie chciał iść do innego sklepu kupić chorego królika, zbyt szybko odebranego od matki, albo karmić kota mlekiem i makaronem, poza próbą podjęcia z nim rozmowy nie mogę nic zrobić.

własny sklep zoologiczny stacjonarny

ZPW: Gdybyś mogła krótko opowiedzieć jedną historię z Twojego sklepu zoologicznego – co by to było?

Kotuszkowo: W mojej pracy zdarzają się zarówno bardzo budujące, radosne sytuacje, jak i takie, które smucą przez naprawdę długi czas.

W galeriach handlowych większość osób zaglądających do sklepu zoologicznego to ludzie z przypadku. I wtedy dochodzi do różnych absurdalnych sytuacji, takich jak np. zostawianie swoich dzieci pod ,,opieką pracowników”, wchodzenie po zakup akwarium i dobranie do tego wszystkich akcesoriów 5 minut przed zamknięciem, albo oczekiwanie od obsługi, odpowiedzi na tematy zupełnie niezwiązane z zoologią np. czemu parking w galerii jest taki drogi i co zrobić jak zgubiło się bilet.

Do sklepu prywatnego, specjalistycznego przychodzą głównie klienci faktycznie zainteresowani zakupami. To jednak nie znaczy, że nie dochodzi do dziwnych sytuacji. Przeszyłam próbę umówienia się ze mną na randkę (np. podczas wybierania miski dla psa), dobre rady odnośnie niemarnowania sobie życia w sklepie z karmami i pójście na studia (pan nie wierzył, że już dawno skończone) i oczywiście wielokrotne wysłuchiwanie wywodów na temat problemów osobistych (np. płynne przechodzenie od wyboru szamponu dla psa do rozwodu z mężem).

Gdybym miała wybrać jedną, bardziej szczegółową sytuację wybieram pozytywną. Pani przyszła załamana, bo usłyszała od weta, że jej pies jest ciężko chory. Zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że pies był zdiagnozowany bez badań. Namówiłam panią na wizytę u weterynarza, do którego sama chodzę i któremu ufam. Okazało się, że to tylko silniejsza inwazja pasożytów. Od tej pory stopniowo zmieniłyśmy żywienie psa (obecnie jest na BARFie), ale też szelki (poprzednie były źle dobrane) i kilka innych rzeczy. Pani jest oczywiście stałą klientką.

ZPW: Poza sklepem prowadzisz również niezwykle poczytnego bloga z ogromną dawką wiedzy o kotach. Co było Twoją motywacją do stworzenia swojego miejsca w sieci?

Kotuszkowo: Blog Kotuszkowo miał być dla kocich opiekunów miejscem, w którym będą mogli poczytać o odpowiednim żywieniu i pielęgnacji, zapoznać się z nowościami na rynku zoologicznym oraz uzyskać pomoc w przypadku problemów i wątpliwości. Na co dzień w pracy obserwuję, jak zagubieni są ludzie i jak bardzo działają po omacku np. w kwestii wyboru pokarmu.

Kotuszkowo to blog, na który pokazuje jak zajmować się kotem i podejmować świadome decyzje. Teraz praktycznie każdego dnia dostaję od czytelników wiadomości i e-maile. Niektórzy chcą podziękować, że dzięki lekturze strony przejrzeli na oczy i zmienili życie swojego zwierzaka, inni z kolei próbują uzyskać pomoc na temat nurtujących ich zagadnień.

ZPW: Myślę, że warto również wspomnieć o Twoim zaangażowaniu w pomaganie porzuconym zwierzakom. Jesteś (i byłaś) domem tymczasowym dla wielu z nich, dając im nowy, lepszy start w życiu. Od dawna jesteś aniołem stróżem bezbronnych zwierząt z ulicy?

Kotuszkowo: Poza pierwszą kotką Balą wszystkie moje zwierzaki były zgarnięte z ulicy lub adoptowane ze schronisk i fundacji. I nie mówię tu tylko o psach i kotach. Adoptowałam ze Stowarzyszenia Pomocy Świnkom Morskim dwa prosiaczki (jeden po testach w laboratorium, drugi z agroturystycznej umieralni) oraz kilka myszek z fundacji Lab Rescue – adopcje zwierząt laboratoryjnych.

Na studiach byłam przez 2 lata wolontariuszką w Schronisku dla Zwierząt w Olsztynie. Wyprowadzała psy na spacer, spędzałam czas z kotami. Następnie w ramach możliwości pomagałam zwierzakom na własną rękę.

kotuszkowo blog

Obecnie od roku jestem domem tymczasowym dla potrzebujących kotów z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Zabkowicach Śl. Przez ten czas miałam pod opieką 12 kociaków w tym jednen z nich, Elza została przez mnie adoptowana. Moje tymczaski są dla mnie bardzo ważne i dbam o to, żeby dostawały wszystko, co najlepsze. Wydając koty do domów, wybieram skrupulatnie przyszłych opiekunów i zawsze służę im pomocą.

ZPW: Jakie masz plany na przyszłość?

Kotuszkowo: Ten rok będzie dość intensywny. W październiku zaczynam studia podyplomowe na WSE w Krakowie, kierunek kocia behawiorystyka. Oprócz tego czekają mnie liczne szkolenia i kursy z zakresu dietetyki zwierząt. W następnym roku rozpocznę prawdopodobnie naukę na kierunku technik weterynarii. Ciągle dokształcanie się i bycie na bieżąco z badaniami jest podstawą, jeśli ktoś chce rzetelnie działać ze zwierzętami.

ZPW: Własny sklep zoologiczny to nie lada wyzwanie. Dlatego na koniec chciałabym zapytać czy jest coś co chciałabyś przekazać klientom sklepów zoologicznych, aby pracownikom tych miejsc żyło się łatwiej?

1. Pamiętaj nazwę karmy, którą kupujesz lub miej jej zdjęcie w telefonie.

Każdego dnia przychodzi klient, który mówi, że jego kot/pies je tylko tą jedną, konkretną karmę, ale osoba nie wie, co to jest. Nie pamięta producenta, nazwy, smaku, dosłownie nic. 

2. Nie przychodź tylko po to, żeby powiedzieć, że w internecie jest taniej.

Taki tekst to standard. Ja to wiem, ale czy Ty drogi kliencie wiesz, że kupujemy towar w hurtowniach zoologicznych często drożej niż osoby prywatne w sklepach internetowych? Z marży, jaką na niego nakładamy, musimy opłacić lokal, media, ZUS, podatki i jeszcze mieć jakiś zysk.

3. Szanuj sprzedawcę.

Wchodząc do sklepu, przywitaj się. Nie udawaj, że nie słyszysz pytania. W miarę możliwości ogranicz rozmowy przez telefon, zwłaszcza jeśli właśnie jesteś obsługiwany. Bardzo niekomfortową sytuacją jest również, kiedy klient prowadzeni ze sprzedawcą długą rozmowę na temat produktu, zadaje pytania, dopytuje, a jak już uzyska wszystkie informacje, z triumfem w głosie oznajmia, że idzie teraz zamówić ten produkt w internecie.

4. Wybieraj mądrze miejsce zakupów.

Na różnych forach i grupach sklepy zoologiczne i pracujący w nich ludzie są regularnie obrażani. Nawet ostatnio widziałam takie pytanie,,Czy jak nie dojdzie wam paczka na czas, kupujecie mięso czy idziecie do tych okropnych sklepów zoologicznych?”.

Jestem przeciwna wpychaniu wszystkich do jednego wora. Ja wiem, że dalej jest sporo miejsc, które dobrobyt zwierząt mają na końcu swojej listy priorytetów i działają na zasadach z poprzedniej epoki. Po prostu nie wspieraj takich biznesów. Jeśli jednak w Twoim mieście działa sklep zoologiczny, który ma w asortymencie dobre karmy, zdrowe przysmaki, nie sprzedaje zwierząt i ogólnie widać, że osoba tam pracująca jest entuzjastą swojej pracy, wpadnij tam czasem, nawet na małe zakupy. Powiedz, że sklep Ci się podoba, pochwal, albo napisz opinię. Bo takie sklepy będą istnieć tylko wtedy, jeśli znajdą się osoby zainteresowane zakupami.

ZPW: Bereniko, dziękuję Ci ogromnie za podzielenie się swoją historią i przybliżenie nam trudności, z jakimi musi zmagać się właściciel sklepu zoologicznego. Życzę Ci samych dalszych sukcesów i trzymam mocno kciuki za realizację wszystkich planów.

Kotuszkowo: Ja również bardzo dziękuję!

wywiad blog kotuszkowo
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie media-300x159.jpg

Nie zapomnij śledzić Kotuszkowo na Facebooku i Instagramie

3 komentarze

  1. Avatar

    Justyna Borkowska

    18 września 2020 at 21:56

    Dzień dobry.
    Trochę się pogubiłam w jaki sposób podawać kotu karmę. Karmie feringą, fild freedom i animonda. Początkowo jeden dzien feringa, kolejny wild freedom, dalej anonimonda i od nowa. Pozniej przeczytałam gdzies ze lepiej nie zmieniać tak czesto nawet jeśli chodzi inny smak danego producenta . Ze lepiej aby kot pojadl np 2 tygodnie królika feringe a dopiero później np 2 tyg coś innego. Tak tez zrobilam i po 2 tyg na jednym smaku feringi podalam wild freedom i po jednym dniu kot dostał biegunki. Czy wtedy trzeba na nowo przyzwyczaic oota do karmy ktora wcześniej jego zoladek znal ? Przy mieszeniu dzien po dniu jeden z 3 rodzaju karm nie bylo problemow a teraz jakby sie odzwyczail. Proszę o rady. Pozdrawiam

  2. Avatar

    Kasia

    13 grudnia 2020 at 09:16

    Kochani ,proszę o pomoc.Dostałam kotka ok.3 mieś.jest śliczny ale……..jak sprawić by nie wchodził na stoły i blat kuchenny.Druga sprawa to jego przytulenie wchodzi mi na głowę liże gdzie tylko można nie daje się odciągnąc jest do bólu konsekwentny..To mój pierwszy kot od bardzo ,bardzo dawna.

    1. Kotuszkowo

      Kotuszkowo

      16 grudnia 2020 at 16:20

      Witam, trzeba sobie trochę poczytać o kotach i ich zachowaniach. Na poczatek polecam serdecznie KOCIE MOJO czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota
      Galaxy Jackson, aktualnie w Empiku za 27 zł. Kot musi mieć ciekawą, urozmaiconą przestrzeń i odpowiednią stymulację umysłową.
      A tak na początek podsyłam 2 artykuły jednej z najlepszych polskich behawiorystek
      http://blog.kocibehawioryzm.pl/2017/12/05/jak-oduczyc-kota-koszmar-behawiorysty/
      http://blog.kocibehawioryzm.pl/2019/06/17/o-kociej-potrzebie-przebywania-na-wysokosci/

Leave a Reply

CommentLuv badge
Close